Hanzhong xianhao 汉中仙毫 to lokalna herbata z Shaanxi. Zdarzyło mi się wspomnieć o niej kilka razy. Hanzhong 汉中 to kolejne obok Ankang 安康 miasto na południu Shaanxi, które znane jest z produkcji herbaty. Herbatę zakupiłem wczesną wiosną, jeszcze przed Qing Ming. Dzięki temu zdążyła wylądować w moim wielkanocnym koszyczku. Szczerze mówiąc, dotychczas próbowałem jej tylko jeden raz. Z tego względu, że jest to herbata szczególnie młoda (same pączki 茶芽), a czas nieubłaganie mija, trzeba ją będzie wkrótce wypić. Osobiście nie uważam, żeby zielone herbaty się uszlachetniały z czasem. Ich minusem jest to, że szybko wietrzeją, a wieczne trzymanie herbaty w lodówce też nie jawi mi się dobrym rozwiązaniem. Na pewno się spowalnia proces starzenia, ale już po roku i tak czuć różnicę. Co doświadczyłem przetrzymując dość spore ilości japońskich zielonych w swojej lodówce. Najlepiej starzejące się herbaty są robione z dużych, dojrzałych liści - wystarczy spojrzeć na puery czy wulongi. Atutem młodych liści jest ich świeżość, delikatność. Wszelkie delikatne nuty obecne w młodych herbatach dość szybko się ulatniają gdy zbyt długo leży. Pojawia się goryczka, cierpkość. Herbata staje się mniej wydajna. Napar staje się mniej interesujący - zazwyczaj zamiast delikatnego, klarownego, zieleniejącego się, lub z odcieniami świeżej, żywej żółci, staje się ciemny, mętny, ciemno-żółty, w najgorszych wypadkach wręcz brązowawy. Wystarczy czasem na noc zostawić trochę liści po wypitej herbacie z wodą. Przy świeżych, młodych herbatach, jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło, żeby napar był mętny i brązowy. Jeśli liście są stare, już fermentujące - napar będzie brzydki, ciemny.
Od zbioru Hanzhong Xianhao minęło trochę ponad 3 miesiące. Jest to jednak nadal bardzo młoda herbata. Z tego względu, że nie trzymam jej w lodówce, ale w ceramicznych pojemniku, powoli traci swój kolor - leciutko zbladła od czasu zakupu. Nadal ma jednak swój świeży zapach. Można zauważyć, że listki wciąż są pokryte delikatnym srebrnym futerkiem.
Przy parzeniu nie żałuję herbaty. Tak jak pisałem - zielone są dla mnie przede wszystkim herbatami sezonowymi. Tak jak beaujolais nouveau. Nadają się do kosztowania tylko przez odpowiednią długość czasu. Nie sądzę, żeby byli ludzi, którzy zostawiają takie wino do leżakowania. I to samo sądzę o zielonych herbatach. Ciężko mi sobie wyobrazić zostawianie takich zielonych herbat, by dojrzewały przez 5, 10 czy 15 lat. Jeśli ktoś ma jednak inne doświadczenie, to zapraszam do podzielenia się :)
Herbatę przetrzymałem trochę dłużej niż minutę. Napar nie dość, że nie pociemniał - miał bardzo jasną, czystą, słomkową, przebijającą nieśmiałą zielenią barwę - to jeszcze miał bardzo delikatny smak. Przy czym zaznaczam, że nie chodzi mi zdecydowanie o brak smaku - jak to jest w zwietrzałych herbatach. Są to bardzo delikatne nuty, pozbawione jakiejkolwiek cierpkości. Ba! Wręcz daje się wyczuć delikatne umami, charakterystyczne dla japońskich herbat. Szczerze mówiąc, gdy ostatnio piłem tą herbatę, nie pamiętam zupełnie, żebym to odczuł.
Gorące, zaparzające się liście, mają cudowny świeży aromat. Przywodzi mi namyśl zapach roznoszący się nad stawem czy jeziorem. Zapach traw, trzciny, świeżej wody, wilgotnego powietrza, które wzmacnia zapachy.
Z poprzedniego parzenia zapamiętałem goryczkę suszonej słodkiej papryki. I faktycznie: przy kolejnych parzeniach, gdy przetrzyma się i rozprowadzi herbatę w ustach pozostaje delikatna paprykowa goryczka.
Jeśli chodzi o wrażenia czysto fizyczne, cielesne, to jest to herbata bardzo dobra na upał. Tak jak z pierwszym łykiem bardzo mnie rozgrzała, tak z każdą kolejną czarką zaczyna lekko wychładzać mój organizm.
A na deser ciasteczka z fasolki z siekanymi orzeszkami ziemnymi i nadzieniem z czarnego sezamu.
Na koniec filmik o tym jak powstaje hanzhong xianhao:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shaanxi cha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shaanxi cha. Pokaż wszystkie posty
sobota, 8 czerwca 2013
sobota, 23 marca 2013
Herbaciany marzec w Xi'anie
Jak zwykle wytrąciłem się z równowagi i ciężko będzie wrócić do nawyku pisania. Dwa miesiące wakacji spędziłem w Polsce, gdzie szczerze mówiąc nie pijałem zbyt wiele herbaty - sprawdziłem jednak koreańską Hwangchę z goodgreentea, xiaozhonga kupionego w Xi'anie i to by było chyba na tyle... Po powrocie do Chin wybrałem się do herbaciarni tak naprawdę dopiero po miesiącu. A porządny obchód za nowinkami zrobiłem dopiero dzisiaj.
Cóż za nowości więc można znaleźć w Xi'anie? Świeża Anji Baicha w zawrotnej cenie - 1000 zł za kilogram. Long Jinga z aktualnych zbiorów można dostać już za bagatela 750 yuanów (ok. 380 zł) za jin (pół kilograma). Xi Hu LJ najniższego sortu mniej więcej w tej samej cenie. Rekordzistę widziałem po 1200 yuanów za 50 gram. Pojawiają się zielone herbaty z Shaanxi. Hanzhongxianhao chodzi po różnych cenach w zależności od dokładnego regionu. Zakupiłem 50 gram Hanzhonga dość porządnego sortu (herbaciarka miała tylko jeden worek i powiedziała, że po Qing Ming jej cena podskoczy bardzo do góry). Dostałem w gratisie też dwie saszetki podtypu Hanzhonga o nazwie qiaoshe ("wróbli języczek"). Stosunkowo tańszy, jednak jeszcze nie porównywałem tych dwóch herbat.
pre Qing Ming Long Jing
Mam jeszcze jedną ciekawą niespodziankę. Mianowicie znalazłem u swojego sprzedawcy tieguanyin hong lao tieguanyin, który jest pakowany w kugua 苦瓜 - "gorzki melon" lub po prostu przepękla ogórkowata. Nadaje LTGY owocowego, kwaskowatego posmaku. Czy lepszy niż zwykły LTGY? Nie da się powiedzieć - na pewno inny i interesujący :)
Kugua Lao Tieguanyin
5 letni Lao Tieguanyin (tanpei TGY) w wersji klasycznej
w trakcie selekcji liści - był przechowywany przez ten czas
tak jak shu cha TGY, czyli wraz z łodyżkami. Przez ten czas
był prażony (tanpei) raz na rok.
sobota, 1 grudnia 2012
Chacheng na Wenyinnan lu
Na dzisiaj zaplanowałem sobie dwie opcje. Pierwszą z nich była wizyta na Jinkang lu Xi'an Tea Culture Center. Druga to wizyta w Chacheng na Wenyinnan lu, które jest zaledwie trzy przystanki metra ode mnie. Na Jinkang lu jest dobry sklep z puerami Douji po rozsądnej cenie (na taobao nie znajdzie się taniej wliczając przesyłkę), z kolei na Wenyinnan lu znalazłem sklep z puerami od Li Ji i Changning Yiyou, które również są w konkurencyjnej cenie.
Plan dnia podyktowała mi spóźniona pobudka. Żeby dostać się na Jinkang lu potrzeba dwie godziny na przejechanie połowy Xi'anu. Więc musiałbym wstać najpóźniej ok. 10 i wyjść przed 11, żeby dłuższa wyprawa się opłacała. Niestety wstałem o 12, co wszystko skomplikowało. Spędziłem siedem godzin na Wenyinnan lu i obszedłem trzy herbaciarnie.
Od dłuższego czasu we wszystkich herbaciarniach można spotkać kobiety selekcjonujące liście Tie Guan Yin i prażące je na miejscu. Na zdjęciu poniżej prezentuję tak zwaną shicha (湿茶) czyli po prostu "wilgotna herbata", gdyż zawiera jeszcze nadmiar wody/olejków w liściach.
Spróbowałem się dowiedzieć czegoś na temat hong cha z Shaanxi. Cenowo zbliżona do zielonych. Czyli niższe sorty można znaleźć za ok. 200 zł za jin (pół kilo), najwyższe to już półtora tysiąca zł. Oczywiście można znaleźć jeszcze niższe sorty. Raz w herbaciarni (nastawionej na turystów, w jednym z bardziej charakterystycznych miejsc w Xi'anie przy bramie południowej) pokazano mi Zi Yang Mao Jian po 60 zł za jin. Liście były przerażająco marnej jakości. Dzisiaj próbowałem jednego z lepszych sortów (pąk plus litek) i smak był naprawdę interesujący.
Shannan hong cha (陕南红茶) pochodzi z południowego Shaanxi - na co wskazuje bezpośrednio jej nazwa. Jest produkowana w okolicy miasta Ankang (安康), rodzimego miasta "Pani Herbaciarki" :)
Najlepsze liście tej herbaty są z południowej części zbocza gór znajdujących się w regionie Ankang.
Zdjęcia powyżej ukazują najniższy i najwyższy sort tej herbaty. Sprzedawczyni narzekała, że ludzie kupują najlepszej jakości liście w małych ilościach - po 50 i 100 gram. Szczerze mówiąc wcale im się nie dziwię :) Jeśli dobrze zapamiętałem produkuje ją się w bardzo niewielkiej ilości.
Nie mogę w internecie znaleźć informacji o niej. Na taobao znalazłem tylko jedną aukcję, gdzie 100 gram kosztuje 660 yuanów. Na pytanie, czy są jakieś książki na temat herbat w Shaanxi, odpowiedziała, że nie powstała żadna zbiorowa publikacja. Na temat herbaty z Ankang istnieje jakaś publikacja (nie zrozumiałem tylko, czy chodzi o coś większego, czy jakąś wzmiankę) ale tylko obejmująca kwestie kultywacji krzaków - czyli skierowana przede wszystkim do hodowców.
Nie czuję się specem od hong cha i nie jestem jej jakimś szczególnym miłośnikiem, ale ma bardzo przyjemny smak. Odpowiadał mi również jej cierpkość, a jest to dość istotne, gdyż jest to najczęstszy odstraszający mnie element w "czarnych".
W herbaciarni z Changning Yiyou w znacznej mierze mają shu puery. Jeśli chodzi o shengi wybór nie jest taki wielki. Bingi (365 g) z lao shu cha ye (老树茶叶) kosztują bagatela 85 kuaiów. Cegiełki (zhuang: 250 g) z tego samego materiału to 75 kuaiów. Półkilowe bingi z gushu (古树) to już dwa razy wyższa cena, no ale czego się nie wyda na porządne liście. Niestety herbaciarka nie mogła znaleźć książek od producenta do wydania. Ale z tego co pokazywała drzewa z ich terenów są faktycznie ładne. Wszystkie są z okolic Changning, to jest Baoshan w zachodnim Yunnanie. Standardowe lao shu mają pomiędzy 100-150 lat.
Tak się składa, że ta herbaciarnia ma również najpiękniejszy dobór ceramiki z jingdezhen jaki dotychczas widziałem w jednym miejscu. Absolutny brak taniej tandety, który często można znaleźć w innych sklepach. Chodzi mi przede wszystkim o bardzo często spotykaną szarą grubą porcelaną z pieczęciowym drukiem, która ma uchodzić za ręcznie malowaną. Przy czym przynajmniej w takich miejscach jak Chacheng, poza okiem turystów, sprzedawcy nie wciskają kitu, że jest to ręcznie malowane i nawet nie starają się tego opchnąć drożej niż kilka, maksymalnie kilkanaście kuaiów. Niektórzy mogą nie lubić przekombinowanej ceramiki, ale ta mi się naprawdę spodobała. Nawet złocone elementy przełamujące ascetyczność biało-niebieskiej porcelany wydały mi się jak najbardziej na miejscu. Niestety po poniższym zdjęciu padła mi bateria w aparacie, więc niestety mam to jedyne zdjęcie.
W ostatnim sklepie, który poznałem przy mojej poprzedniej wizycie, i w którym kupowałem swój czajniczek indukcyjny Kamjove (który mi się jakiś czas temu lekko przypalił przez automatyczne podgrzewanie - jednak płyta, na szczęście, nie ucierpiała na tym) zakupiłem trochę Tie Guan Yin hong cha. Plusem tej herbaty jest to, że nie ma prawie w ogóle irytującej cierpkości hong cha. Ma za to ciągle słodki smak TGY. Bardzo ciekawa receptura. I stosunkowo niedroga herbata.
Tak więc dzisiejszy wypad zakończyłem w pełni usatysfakcjonowany sheng pu z Changning Yiyou (laoshu) i TGY hong cha.
Wybaczcie jakość zdjęć. U mnie jest już totalnie ciemno, a światło w pokoju mam takie sobie.
Plan dnia podyktowała mi spóźniona pobudka. Żeby dostać się na Jinkang lu potrzeba dwie godziny na przejechanie połowy Xi'anu. Więc musiałbym wstać najpóźniej ok. 10 i wyjść przed 11, żeby dłuższa wyprawa się opłacała. Niestety wstałem o 12, co wszystko skomplikowało. Spędziłem siedem godzin na Wenyinnan lu i obszedłem trzy herbaciarnie.
Od dłuższego czasu we wszystkich herbaciarniach można spotkać kobiety selekcjonujące liście Tie Guan Yin i prażące je na miejscu. Na zdjęciu poniżej prezentuję tak zwaną shicha (湿茶) czyli po prostu "wilgotna herbata", gdyż zawiera jeszcze nadmiar wody/olejków w liściach.
Na zdjęciu jesienny TGY. Cała porcja z gaiwana. Szczerze mówiąc,
tak już post factum, nie wiem jak się te wszystkie liście zmieściły w gaiwanie.
Spróbowałem się dowiedzieć czegoś na temat hong cha z Shaanxi. Cenowo zbliżona do zielonych. Czyli niższe sorty można znaleźć za ok. 200 zł za jin (pół kilo), najwyższe to już półtora tysiąca zł. Oczywiście można znaleźć jeszcze niższe sorty. Raz w herbaciarni (nastawionej na turystów, w jednym z bardziej charakterystycznych miejsc w Xi'anie przy bramie południowej) pokazano mi Zi Yang Mao Jian po 60 zł za jin. Liście były przerażająco marnej jakości. Dzisiaj próbowałem jednego z lepszych sortów (pąk plus litek) i smak był naprawdę interesujący.
Shannan hong cha (陕南红茶) pochodzi z południowego Shaanxi - na co wskazuje bezpośrednio jej nazwa. Jest produkowana w okolicy miasta Ankang (安康), rodzimego miasta "Pani Herbaciarki" :)
Najlepsze liście tej herbaty są z południowej części zbocza gór znajdujących się w regionie Ankang.
Zdjęcia powyżej ukazują najniższy i najwyższy sort tej herbaty. Sprzedawczyni narzekała, że ludzie kupują najlepszej jakości liście w małych ilościach - po 50 i 100 gram. Szczerze mówiąc wcale im się nie dziwię :) Jeśli dobrze zapamiętałem produkuje ją się w bardzo niewielkiej ilości.
Nie mogę w internecie znaleźć informacji o niej. Na taobao znalazłem tylko jedną aukcję, gdzie 100 gram kosztuje 660 yuanów. Na pytanie, czy są jakieś książki na temat herbat w Shaanxi, odpowiedziała, że nie powstała żadna zbiorowa publikacja. Na temat herbaty z Ankang istnieje jakaś publikacja (nie zrozumiałem tylko, czy chodzi o coś większego, czy jakąś wzmiankę) ale tylko obejmująca kwestie kultywacji krzaków - czyli skierowana przede wszystkim do hodowców.
Nie czuję się specem od hong cha i nie jestem jej jakimś szczególnym miłośnikiem, ale ma bardzo przyjemny smak. Odpowiadał mi również jej cierpkość, a jest to dość istotne, gdyż jest to najczęstszy odstraszający mnie element w "czarnych".
liście po shannan hong cha najniższego sortu
W herbaciarni z Changning Yiyou w znacznej mierze mają shu puery. Jeśli chodzi o shengi wybór nie jest taki wielki. Bingi (365 g) z lao shu cha ye (老树茶叶) kosztują bagatela 85 kuaiów. Cegiełki (zhuang: 250 g) z tego samego materiału to 75 kuaiów. Półkilowe bingi z gushu (古树) to już dwa razy wyższa cena, no ale czego się nie wyda na porządne liście. Niestety herbaciarka nie mogła znaleźć książek od producenta do wydania. Ale z tego co pokazywała drzewa z ich terenów są faktycznie ładne. Wszystkie są z okolic Changning, to jest Baoshan w zachodnim Yunnanie. Standardowe lao shu mają pomiędzy 100-150 lat.
Tak się składa, że ta herbaciarnia ma również najpiękniejszy dobór ceramiki z jingdezhen jaki dotychczas widziałem w jednym miejscu. Absolutny brak taniej tandety, który często można znaleźć w innych sklepach. Chodzi mi przede wszystkim o bardzo często spotykaną szarą grubą porcelaną z pieczęciowym drukiem, która ma uchodzić za ręcznie malowaną. Przy czym przynajmniej w takich miejscach jak Chacheng, poza okiem turystów, sprzedawcy nie wciskają kitu, że jest to ręcznie malowane i nawet nie starają się tego opchnąć drożej niż kilka, maksymalnie kilkanaście kuaiów. Niektórzy mogą nie lubić przekombinowanej ceramiki, ale ta mi się naprawdę spodobała. Nawet złocone elementy przełamujące ascetyczność biało-niebieskiej porcelany wydały mi się jak najbardziej na miejscu. Niestety po poniższym zdjęciu padła mi bateria w aparacie, więc niestety mam to jedyne zdjęcie.
W ostatnim sklepie, który poznałem przy mojej poprzedniej wizycie, i w którym kupowałem swój czajniczek indukcyjny Kamjove (który mi się jakiś czas temu lekko przypalił przez automatyczne podgrzewanie - jednak płyta, na szczęście, nie ucierpiała na tym) zakupiłem trochę Tie Guan Yin hong cha. Plusem tej herbaty jest to, że nie ma prawie w ogóle irytującej cierpkości hong cha. Ma za to ciągle słodki smak TGY. Bardzo ciekawa receptura. I stosunkowo niedroga herbata.
Tak więc dzisiejszy wypad zakończyłem w pełni usatysfakcjonowany sheng pu z Changning Yiyou (laoshu) i TGY hong cha.
Wybaczcie jakość zdjęć. U mnie jest już totalnie ciemno, a światło w pokoju mam takie sobie.
niedziela, 28 października 2012
2007 Xiaguan "Teji" i heicha
W Xi'anie nastały mroźnie dni ostatnimi czasy. Może samego mrozu jeszcze nie ma, ale średnia temperatura ok. 12 stopni też mnie nie zadowala. Wiatr coraz silniejszy, a i deszcze obfite.
Przyjemna pogoda na spacery, jeśli się lubi taką pogodę. Minusem jest to, że wracając do mieszkania po takim spacerze, wcale nie jest cieplej w środku.
Próbuję się rozgrzewać puerami, ale nie można spędzić całego dnia nad herbatą (jakkolwiek naprawdę bardzo bym chciał). Sprawia to, że zacząłem się ostatnio na taobao nawet rozglądać za jakimiś sensownymi paleniskami do herbaty. Niektóre furo są naprawdę w atrakcyjnej cenie, ale dostawa EMSem to często drugie tyle ceny...
Cieszę się jednak z tego powodu, że można się zaszyć w domu z książką i czarką gorącej, rozgrzewającej herbaty.
Od około półtora tygodnia popijam Xiaguana "Teji" (Special-grade) z 2007 roku. Tuo jest konkretne - nie bagatela 250 gram. Jednakże dość szybko schodzi, więc muszę się zaopatrzyć jeszcze przynajmniej w jedną sztukę.
Postrzegam się jako fana-amatora Xiaguanów. Próbowałem ich trochę, jednak w dużej mierze albo dość młode puery, albo tzw. dry-storage.
Dzisiejszy zapis będzie pewną syntezą moich ostatnich obserwacji. Przy czym dzisiejszą sesję uważam za najlepszą jaką mi się udało zrobić.
Liście są spore, poskręcane. Ciężko mi rozdrobnić tuo przy użyciu noża, bez szpikulca. Staram się jednak tak podważać liście, żeby ich nie połamać.
W kwestii smaku nie pozostają żadne wątpliwości, że pierwsze co uderza, to cytrusowa cierpkość i kwaskowatość w pierwszych łykach tego puera. W pierwszym parzeniu, nawet kilkusekundowym czuć intensywne ku. Obecne są również charakterystyczne dla xiaguana tytoniowe nuty. Są one jednak dość subtelne, nie "popiolniczkowe". Są to bardzo miłe, rozgrzewające doznania (od strony fizycznej jak i psychicznej).
Smak jak i zapach wydają mi się "spiżarniane". Wczoraj mi się kojarzyło z dojrzewającym serem, dzisiaj zapisałem, że smak jest "delikatnie kwiatowy, podwędzany... przywodzi na myśl dymione wędliny i sery".
Pomimo dużej ilości liści, herbata nie jest agresywna. Ma umiarkowane qi i przyjemny huigan. Smak przyjemnie rozchodzi się po języku. Z późniejszymi parzeniami jest coraz pełniejszy, głębszy, wyraźniejszy. Przy pierwszej degustacji tej herbaty nie potrafiłem za bardzo dookreślić smaku. Figurował jedynie jako "kwiatowy/owocowy". Z zaznaczeniem, że jest bardzo świeży, pełny i głęboki. Momentami da się wyczuć zbożowe nuty, kojarzące mi się jednak przede wszystkim z zapachem suchej kukurydzy.
Napar jest bardzo ładny, klarowny i oleisty. Mam wrażenie, że to tuo bardzo wolno dojrzewa. Napar wysusza gardło, co szczególnie czuć po ok. 12 parzeniach.
Piąte parzenie, gdy kwaskowatość jest wygaszona, ale wciąż obecna, charakteryzuje się bogatszych, bardziej złożonym smakiem niż poprzednie. Wyczuwa się niedostrzegalne, lub stłumione dotąd nuty.
Cytrusowa cierpkość jest doskonale wkomponowana w resztę bukietu.
Przy szóstym parzeniu wciąż ciężko mi uchwycić i scharakteryzować "odsłonięty" już smak. Zauważam również miłe szczypanie w gardle. Również zauważony już wcześniej smak zboża: wafelkowy, kukurydziany.
Siódme parzenie wciąż mnie intryguje. Wciąż nie byłem w stanie do końca określić smaku, który już tak mocno był wyczuwalny; brakowało mi porównania, słów, do jego nazwania. Na pewno jest świeży, jakieś owoce... I wtedy mnie uderzyło. Przecież to gruszka. Najnormalniejsza w świecie gruszka. Może to jest subiektywne doznanie, ze względu na brak polskich owoców, których mój organizm sam się domaga o tej porze roku. Jednak smak ten się utrzymuje przez cały czas i nie chce mnie opuścić. Jestem całkowicie przekonany, że to jednak gruszka :)
Gdy cierpkość i goryczka z kolejnymi parzeniami ustępują smak gruszki wydaje mi się jeszcze wyraźniejszy. Chociaż zastanawiałem się też nad świeżą śliwką...
Aż do końca mogę się zastanawiać nad tym subtelnym smakiem świeżych owoców (gruszki w mojej opinii). Cierpkość, goryczka i kwaskowatość przemija powoli. Wciąż obecny słodkawy posmak, przyjemny delikatny huigan. Jest dostatecznie rozgrzewająca i pobudzająca, bez nadmiernego chaqi.
Liście są dość zróżnicowane. Mamy duże liście jak i trochę pączków. Sporo patyczków.
Powyższe zdjęcie przedstawia liście z mojego pierwszego parzenia tego Xiaguana. Poniższe zdjęcie jest z wczoraj:
Jak widać fermentacja zachodzi, jednak dość powoli.
W tytule już w pewien sposób zapowiedziałem, że napiszę coś o heicha. Te próbki dostałem niedawno z herbaciarni w której kupuję Xiaguany.
W środku znajduje się pięć pozornie takich samych próbek.
Jednak po przyjrzeniu się, w prawnym górnym rogu jest nazwa każdej z herbat.
Powyższa herbata jest jak dotąd jedyną, którą spróbowałem z tego zestawu. Jest to próbka baiyanfucha zbijanej w cegiełkę. Pierwszy raz mam do czynienia z heichą z Shaanxi. Podobno jest to herbata mniejszości etnicznej hui. Na stronie producenta znajduje się zdjęcie, które raczej sugerowałoby sypką wersję tej herbaty niż cegiełkę.
Początkowo nie miałem też absolutnie pojęcia co to jest jinhua. Po małym researchu (i pomocy współlokatora biegłego w chińskim) okazało się, że jinhua cha to nic innego jak wychodowany sztucznie w Chinach szczep kamelii (herbaty) o małych żółtych kwiatach, które przypominają mi trochę nasze kaczeńce. Wybaczcie mi to porównanie, ale w kwestiach botanicznych jestem totalnym laikiem; sądzę że moja wiedza z tego zakresu była największa gdzieś na przełomie podstawówki i gimnazjum, kiedy to jeszcze biegało się po parkach i polach (w owych czasach w mojej okolicy zamiast betonowych osiedli było dużo pół) zamiast siedzieć w ciemnym pokoju przed komputerem.
Herbata ma smak aromatyzowanej. Nie wiem czy to jest efekt rzeczywistego procesu aromatyzacji, czy jest przetwarzana w inny sposób. Jak widać na powyższym zdjęciu mojej próbki, obecny jest żółty pyłek.
Herbata jest niezwykle ciekawa. Warto ją trochę dłużej przetrzymać.
Również przez to, że cegiełka jest bardzo mocno zbita, długo trwa rozwijanie się liści.
Jest ona również przez to bardzo wydajna. Jej kwiatowy, niby chryzantemowy smak jest przyjemny. W sam raz na zimne wieczory.
Poniższe zdjęcie przedstawia w pełni rozwinięte liście.
W każdym bądź razie jest to bardzo przyjemna, rozgrzewająca herbata. Nie jest to najtańsza herbata (na podstawie danych ze strony wychodzi ok. 60 zł za 100 gram), co sprawia, że może nie można jej pić litrami, jak zwykłe aromatyzowane herbaty, ale warto się nią zainteresować. Jeśli ktoś by przejeżdżał przez Shaanxi taka herbata jest świetnym materiałem na swoistą pamiątkę (dopóki się jej nie wypije ;) jak i prezent.
Przyjemna pogoda na spacery, jeśli się lubi taką pogodę. Minusem jest to, że wracając do mieszkania po takim spacerze, wcale nie jest cieplej w środku.
Próbuję się rozgrzewać puerami, ale nie można spędzić całego dnia nad herbatą (jakkolwiek naprawdę bardzo bym chciał). Sprawia to, że zacząłem się ostatnio na taobao nawet rozglądać za jakimiś sensownymi paleniskami do herbaty. Niektóre furo są naprawdę w atrakcyjnej cenie, ale dostawa EMSem to często drugie tyle ceny...
Cieszę się jednak z tego powodu, że można się zaszyć w domu z książką i czarką gorącej, rozgrzewającej herbaty.
Od około półtora tygodnia popijam Xiaguana "Teji" (Special-grade) z 2007 roku. Tuo jest konkretne - nie bagatela 250 gram. Jednakże dość szybko schodzi, więc muszę się zaopatrzyć jeszcze przynajmniej w jedną sztukę.
Postrzegam się jako fana-amatora Xiaguanów. Próbowałem ich trochę, jednak w dużej mierze albo dość młode puery, albo tzw. dry-storage.
Dzisiejszy zapis będzie pewną syntezą moich ostatnich obserwacji. Przy czym dzisiejszą sesję uważam za najlepszą jaką mi się udało zrobić.
Liście są spore, poskręcane. Ciężko mi rozdrobnić tuo przy użyciu noża, bez szpikulca. Staram się jednak tak podważać liście, żeby ich nie połamać.
W kwestii smaku nie pozostają żadne wątpliwości, że pierwsze co uderza, to cytrusowa cierpkość i kwaskowatość w pierwszych łykach tego puera. W pierwszym parzeniu, nawet kilkusekundowym czuć intensywne ku. Obecne są również charakterystyczne dla xiaguana tytoniowe nuty. Są one jednak dość subtelne, nie "popiolniczkowe". Są to bardzo miłe, rozgrzewające doznania (od strony fizycznej jak i psychicznej).
Smak jak i zapach wydają mi się "spiżarniane". Wczoraj mi się kojarzyło z dojrzewającym serem, dzisiaj zapisałem, że smak jest "delikatnie kwiatowy, podwędzany... przywodzi na myśl dymione wędliny i sery".
Pomimo dużej ilości liści, herbata nie jest agresywna. Ma umiarkowane qi i przyjemny huigan. Smak przyjemnie rozchodzi się po języku. Z późniejszymi parzeniami jest coraz pełniejszy, głębszy, wyraźniejszy. Przy pierwszej degustacji tej herbaty nie potrafiłem za bardzo dookreślić smaku. Figurował jedynie jako "kwiatowy/owocowy". Z zaznaczeniem, że jest bardzo świeży, pełny i głęboki. Momentami da się wyczuć zbożowe nuty, kojarzące mi się jednak przede wszystkim z zapachem suchej kukurydzy.
Napar jest bardzo ładny, klarowny i oleisty. Mam wrażenie, że to tuo bardzo wolno dojrzewa. Napar wysusza gardło, co szczególnie czuć po ok. 12 parzeniach.
Piąte parzenie, gdy kwaskowatość jest wygaszona, ale wciąż obecna, charakteryzuje się bogatszych, bardziej złożonym smakiem niż poprzednie. Wyczuwa się niedostrzegalne, lub stłumione dotąd nuty.
Cytrusowa cierpkość jest doskonale wkomponowana w resztę bukietu.
Przy szóstym parzeniu wciąż ciężko mi uchwycić i scharakteryzować "odsłonięty" już smak. Zauważam również miłe szczypanie w gardle. Również zauważony już wcześniej smak zboża: wafelkowy, kukurydziany.
Siódme parzenie wciąż mnie intryguje. Wciąż nie byłem w stanie do końca określić smaku, który już tak mocno był wyczuwalny; brakowało mi porównania, słów, do jego nazwania. Na pewno jest świeży, jakieś owoce... I wtedy mnie uderzyło. Przecież to gruszka. Najnormalniejsza w świecie gruszka. Może to jest subiektywne doznanie, ze względu na brak polskich owoców, których mój organizm sam się domaga o tej porze roku. Jednak smak ten się utrzymuje przez cały czas i nie chce mnie opuścić. Jestem całkowicie przekonany, że to jednak gruszka :)
Gdy cierpkość i goryczka z kolejnymi parzeniami ustępują smak gruszki wydaje mi się jeszcze wyraźniejszy. Chociaż zastanawiałem się też nad świeżą śliwką...
Aż do końca mogę się zastanawiać nad tym subtelnym smakiem świeżych owoców (gruszki w mojej opinii). Cierpkość, goryczka i kwaskowatość przemija powoli. Wciąż obecny słodkawy posmak, przyjemny delikatny huigan. Jest dostatecznie rozgrzewająca i pobudzająca, bez nadmiernego chaqi.
Liście są dość zróżnicowane. Mamy duże liście jak i trochę pączków. Sporo patyczków.
Powyższe zdjęcie przedstawia liście z mojego pierwszego parzenia tego Xiaguana. Poniższe zdjęcie jest z wczoraj:
Jak widać fermentacja zachodzi, jednak dość powoli.
W tytule już w pewien sposób zapowiedziałem, że napiszę coś o heicha. Te próbki dostałem niedawno z herbaciarni w której kupuję Xiaguany.
W środku znajduje się pięć pozornie takich samych próbek.
Jednak po przyjrzeniu się, w prawnym górnym rogu jest nazwa każdej z herbat.
Powyższa herbata jest jak dotąd jedyną, którą spróbowałem z tego zestawu. Jest to próbka baiyanfucha zbijanej w cegiełkę. Pierwszy raz mam do czynienia z heichą z Shaanxi. Podobno jest to herbata mniejszości etnicznej hui. Na stronie producenta znajduje się zdjęcie, które raczej sugerowałoby sypką wersję tej herbaty niż cegiełkę.
Początkowo nie miałem też absolutnie pojęcia co to jest jinhua. Po małym researchu (i pomocy współlokatora biegłego w chińskim) okazało się, że jinhua cha to nic innego jak wychodowany sztucznie w Chinach szczep kamelii (herbaty) o małych żółtych kwiatach, które przypominają mi trochę nasze kaczeńce. Wybaczcie mi to porównanie, ale w kwestiach botanicznych jestem totalnym laikiem; sądzę że moja wiedza z tego zakresu była największa gdzieś na przełomie podstawówki i gimnazjum, kiedy to jeszcze biegało się po parkach i polach (w owych czasach w mojej okolicy zamiast betonowych osiedli było dużo pół) zamiast siedzieć w ciemnym pokoju przed komputerem.
Herbata ma smak aromatyzowanej. Nie wiem czy to jest efekt rzeczywistego procesu aromatyzacji, czy jest przetwarzana w inny sposób. Jak widać na powyższym zdjęciu mojej próbki, obecny jest żółty pyłek.
Herbata jest niezwykle ciekawa. Warto ją trochę dłużej przetrzymać.
Również przez to, że cegiełka jest bardzo mocno zbita, długo trwa rozwijanie się liści.
Jest ona również przez to bardzo wydajna. Jej kwiatowy, niby chryzantemowy smak jest przyjemny. W sam raz na zimne wieczory.
Poniższe zdjęcie przedstawia w pełni rozwinięte liście.
W każdym bądź razie jest to bardzo przyjemna, rozgrzewająca herbata. Nie jest to najtańsza herbata (na podstawie danych ze strony wychodzi ok. 60 zł za 100 gram), co sprawia, że może nie można jej pić litrami, jak zwykłe aromatyzowane herbaty, ale warto się nią zainteresować. Jeśli ktoś by przejeżdżał przez Shaanxi taka herbata jest świetnym materiałem na swoistą pamiątkę (dopóki się jej nie wypije ;) jak i prezent.
ciepełko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

